— Ja będę le miroir... Lubię, żeby we mnie patrzono — cha-cha!...

— Ja la boîte à rouge...

— Skryta, skryta buatka!...

— Ja la boîte à poudre...

— Eli będzie la boîte à mouches...

— A Kamil — le flacon!

— Ach, to wyborne, Kamilek — le flacon!

— Cecylka, czekajcie, czekajcie: Le faux chignon...

— Gabriel — le fer à friser.

Rafał, ogarnięty przez ciekawość, zapomniał, gdzie jest. Śniło mu się, że i on uczestniczy w tej zabawie. Siedząc nieruchomo w swoim fotelu, widział w szczelinie między niedomkniętymi połowami drzwi środek salonu, gdzie śliczne, dorastające panienki z twarzami cherubinów, otulone w lekkie muśliny i gazy, zsunęły szczelnie małe fotele i utworzyły zwarte koło. Nogi ich, ustawione na dywanie, niecierpliwiły się, oczy rozsypywały iskry, z ust sfruwał śmiech, a obnażone ramiona podnosiło gwałtowne drżenie. Dźwięczny głos najmłodszego księcia Kamila rozlegał się jak delikatny rozkaz: