— Otóż i masz nagrodę za galanterią! Tak to fortuna opłaca wysługiwanie się białogłowom!
Księżniczka w milczeniu, ze spuszczonymi oczyma, słuchała opowiadania Rafała. Gdy skończył, parsknęła krótkim, wzgardliwym śmiechem i odwróciwszy konia odjechała.
Książę tknął konia obcasem i przysunął się bliżej do kłamcy. Wtedy krew z wolna ustawać zaczęła w jego żyłach. Czekał blady i zimny jak na śmierć. Przemknęło mu przez głowę widmo ojca. Tymczasem książę natarł nań koniem i rzekł półgłośno:
— Jesteś waćpan cały w błocie zawalany. Przyznaj się: spadłeś z konia? co? prawda?
— Ależ gdzie tam!
— Daj no pokój! Skocz, proszę cię, do Chłuki, wszak go znasz?
— Znam...
— Oczyść się, obmyj, bo cię wezmą na języki i wyśmieją. My wracamy do Grudna. Powiem wszystkim, żem cię posłał na Wygnankę w swoim interesie.
— Słucham księcia...
— Z daleka oddaj towarzystwu waletę jak gdyby nigdy nic i ruszaj. Wróć wieczorem o zmroku. Twarz na noc obłóż wodą... Adieu...