— Wyście zaś, chłopcy, z jakich okolic? — rzekł książę z niechcenia, a głośno.
Wrażenie tych słów było tak mocne, że kolumna bez rozkazu stanęła. Sam srogi dowódca zmieszał szyk i wlazł w środek oddziału.
— Polak? — mówił z ogromnym marsem na dwudziestoletniej twarzy, gdy błysnęła latarnia i mógł zajrzeć brańcowi w oczy.
— A Polak.
— Nazwisko?
— Na cóż to waści potrzebne?
— Pytam się! Nazwisko?
— Nie powiem nazwiska.
— Co tu waćpan robisz sam jeden na ulicach Werony?
— Szedłem na schadzkę z Julią Capuletti środkiem jednej z ulic Werony. Ale co tu waćpaństwo robicie w charakterze drabów nocnych? I waść na ich czele w tak wielkim kapeluszu i kołnierzu? Pytam się!