— Ten ci jest winowajca!... — szept się rozszerzył.
— Tamtych podmówił.
— Wywiódł ich z domostw rodzicielskich.
— Bronił się w polu.
— Milczał w sądzie.
— Winowajca!
Kat zbliżył się do niego łagodnymi kroki. Bardziej mu szyję obnażył. Zręcznym ruchem zarzucił stryczek.
Nagle wyprężył się powróz.
Nim się pospólstwo opatrzyć zdołało, nim zdążyło westchnąć i oko przetrzeć dłonią, już nieznajomy ów człowiek zawisł na haku. Nogi jego w kolanach zgięły się, pięty stuliły i leniwym ciągiem dźwigały ku górze. Oprawca łagodnym ruchem przytrzymał ciało i mocno je za ramiona szarpnął ku dołowi. Za czym zdarł szybko z dłoni rękawiczki i cisnął je na szafot.