Rafał, ledwie kilkanaście postawił śliskich a wytwornych kroków, między jednym a drugim zbliżeniem ciał usłyszał wyrazy.

— Pójdź...

— O, pani...

Przebiegła ślicznymi ruchy przestrzeń salonu, wróciła znowu. Oto ująwszy palcami gazę spódnicy uniosła jej lekko i łagodnymi rytmy, cichymi skoki mijała tancerza. Wtedy szept:

— Boję się ciebie...

— Kocham...

Ukłon i szept:

— Pójdź...

Znowu szept.

— Przez szereg pokojów...