— Zdaje mi się, że mię szturchano, ale dokładnie nie wiem, gdzie i kiedy...
— Cóż myślisz robić?
— Muszę poszukać schronienia, bo mi trudno stać na nogach.
— No, radź sobie, jak umiesz.
— Panie generale...
— Czegóż jeszcze!
— Czy, gdybym wyzdrowiał, mogę mieć nadzieję służby pod jego rozkazami?
Sokolnicki pomyślał przez chwilę, obejrzał go od stóp do głowy i rzekł niechętnie:
— Możesz zgłosić się do mnie. Tylko nie piechotą. Pomyśl o dobrym koniu i lepszym uniformie. Może się znajdzie dla ciebie miejsce adiutanta.
Rafał podziękował mu ukłonem i spojrzeniem. Generał w tłumie oficerów popędził w kierunku Mokotowa.