Nim komenda została powtórzona, Gintułt schwycił generała za rękę, za ramię... Błagał go z krzykiem:
— Patrz! Świeci się cała...
Rozległ się pierwszy strzał.
— Wstrzymaj rozkaz, generale! Zbierz wszystkie siły, uderz na tę pozycję, jeszcze ją wydrzesz!
— Nie mam sił żadnych... — mruknął generał, oszołomiony napaścią.
— Masz pięć tysięcy ludzi!
— Idź precz, człowieku!
Huknął strzał drugi i trzeci.
— Święte popioły rujnujesz i depcesz... Czyliż nie widzisz, co zburzą te kule! Patrz!
— Widzę nie gorzej od waści. Ale zburzę święte popioły dla ocalenia żywego miasta. Słyszałeś?