Biją w swe kowadełka kowaliki: raz raz — raz raz...
Wszystko urwało się i zapadło w ziemię. Szum i trzask.
Wstręt... Ktoś pozywa na sąd za owo wino w świętym kielichu. Smak w ustach wina i goryczy centurii. Piasku i rozpalonego popiołu pełne oczy.
Wtem natarczywy głos poruszy półmartwe ciało:
— Panie podporuczniku, panie podporuczniku!...
— Któż tam? — odpowie z trudem.
— A dy ja...
— Kto taki?
— Ja... adiutant podoficer, Pruski.
— Nie wiem.