— Na górę z nim, do pokoiku.
— Chirurga!
— Stokowskiego zdrowie!
Tuż za żołnierzami wkroczył do izby porucznik Mikułowski.
— Widzieliście go! — zawołał Szulc.
— Całoś wyszedł?
— Bogu dziękować.
— Jakże to było? Gadajże, nie stój!
— Boisz się, żeby we mnie przypadkiem słowa nie pogniły jak w nieboszczyku Sanszo Pansy... Jeść mi się chce.
Siadł do stołu i przygarnął ku sobie pierwszy z brzega półmisek.