— A bo ja wiem o czym, ale powinien.
— Wiesz co, ty zbyt długo przestajesz z krowami...
— O, rozumie się — rzekła poważnie, opierając przechyloną głowę na ręce i patrząc w ziemię.
— Jakże taki pan — tłumaczył jej Rafał dla złagodzenia tego, co powiedział — mógłby przyjeżdżać do pomiernej szlachty jak my? My sobie panowie na kilkunastu włókach, a to magnat. I z jakiej racji?...
— A z tej racji, że chciałabym go zobaczyć. Przypatrzyłabym się, czy też taki sam...
— Jeszcze dawniej — ciągnął — za polskich czasów, to podobno zajeżdżały poszóstne karoce i najwspanialsze bastardy przed nasz dwór, bo chodziło o kreski na wyborach albo tam o co. Ale teraz! Żebyś ty wiedziała, jacy oni są...
— Nigdy nie będę wiedziała — rzekła z gnuśnym a jadowitym śmiechem — więc cóż mi z tego, że ty wiesz?
— Cały taki dwór, rodzina, siostry...
— To on ma siostry...
— Ma — szepnął.