— Dobrze. Umiesz po niemiecku?
— Tak. Umiałem dosyć dobrze, ale przez cztery lata w domu nie miałem w ustach jednego wyrazu.
— To nic. Chodzi o to, żebyś umiał w razie potrzeby napisać. Potrafisz?
— Potrafię.
— Wszakże — ciągnął pan z uśmiechem — chodziłeś na filozofię?
— A tak... Chodziłem.
— Po łacinie umiesz także.
— Umiem.
— Otóż to właśnie! Ponieważ ja w łacinie jestem prawie ignorant, a muszę teraz dużo czytać w tym języku, więc ty mi będziesz na polskie tłumaczył.
— Jestem do usług.