We drzwiach pokazał się upudrowany czerep gospodarza.

— Wina tu przynoś, zbogacony lokaju! Spasłeś się, gruby jesteś jak słownik Forcelliniego, śpisz sam na hetmańskim łożu i o panach swych zapominasz! — wołano.

Wnet ukazały się nowe kosze. Brodem znowu popłynęło wino szampańskie, biały burgund, stare węgierskie.

Ktoś śpiewał:

Je ne trouve rien de charmant

Comme les belles;

Je ne pourrais un seul moment

Vivre sans elles,

Mais sans jamais trop m’engager

Je les courtise...