— Mocarny! — wrzasnął dozorca bijąc go kluczami.
Ej, wirsycku, wirsycku...
Udało się wreszcie strażnikowi grodu chwycić zbója za kołnierz i zwlec na dół. Stanęli obaj w smudze światła, tuż nad głową Rafała. Góral wstrzymał pilnowacza i pokazując leżącego spytał szeptem:
— Cóz to za cłowiek?
— A kto jego wie? Taki tam pewnie zbój z gór jako i ty.
— To ta nie zbójnik.
— No?
— To jakisi sponiewierany ceper. Ka ta takiemu!...
— A skądże na nim cyfrowane portki zbójnickie, cucha i pas?
— Cy ja wiem skąd? Moze kany ukrad...