— Czy też mię poznasz, koleżko Krzysiu?
Cedro z okrzykiem żachnął się w tył i wydobywszy szkiełko w rogowej oprawie, zaczął mu się przypatrywać z lekka otwierając usta.
— Krzyś!... Sandomierz, Wisła, nocna wycieczka pod Zawichost...
— Rafał... — rzekł tamten z cicha, zbliżając się ku niemu i wytrzeszczając swe krótkowzroczne oczy.
— Ten sam, bracie...
— Cóż ty tu robisz? — mamrotał — z przerażeniem, oglądając jego kostium z góry na dół, z dołu do góry, unikając widoku twarzy.
— Historia długa, a świadków zbyt wielu. Czy chcesz mi dopomóc w nieszczęściu?
— Ależ!... Na miły Bóg... Rafuś... Olbromski... To on!
— Wszystko ci powiem z czasem, tylko mię o nic teraz nie pytaj.
— Jedno mi powiedz, na Boga! Skąd się tu wziąłeś?