— Juścić pewnie, że trzeba będzie do domu.
— Słuchaj!...
— Choć w tym nadzwyczajnym kostiumie wracać w progi rodzinne... Brr!
— Otóż to właśnie, otóż właśnie! — wołał z pośpiechem Krzysztof.
— Ale cóż mam czynić? Jestem jak trup. Przebyłem bardzo ciężką chorobę...
— To samo właśnie miałem na myśli. Słuchaj — jedź do mnie!...
— Jak to? do Olszyny?
— Do Olszyny, nie do Olszyny, ale wprost do mnie. Mam własny folwarczek.
— Masz własny?
— Jakże? Stokłosy!