— Robić nie nie robię, ale... staram się...
— O pannę?
— Na szczęście, jeszcze nie o pannę. Choć i to wkrótce spadnie na moje barki.
— Jakże to?
— Na teraz, uważasz... staram się o szambelanię...
— Bagatela!
— Ale à propos... Dochodziły nas wieści, że bawisz w Warszawie, że się ocierasz o najlepsze towarzystwo. Ktoś nawet wspominał, że należysz do kompanii spod Blachy.
— Tak, tak... byłem w Warszawie... Ale to już dawne rzeczy.
— A masz zamiar wracać tam kiedy?
— Do Warszawy? Przenigdy! — zawołał z ponurym na czole marsem na wspomnienie księcia Gintułta, masonów i ich przewodniczącego.