— Chwała bądź Bogu!
— Pan z nami...
— Do wojska oddali!
— Na wieczny czas!
— W kamasze ich!
— Darowali życie.
— Darowali życie, darowali życie.
Kat po raz trzeci wszedł na rusztowanie i ze spokojem na wielkie dłonie kładł czerwone rękawiczki.
Trzeci skazaniec stał nieporuszony. Głowa jego była zadarta do góry. Duże włosy czarnym puklem spadały na szyję nagą. Białe miał czoło. Nieruchome oczy, jak dwie głębokie jamy, patrzały w lud.
— Ten ci jest winowajca!... — szept się rozszerzył.