— I nie odwodzi to waćpanów od ryzykownego przedsięwzięcia?
— Nie, ani odrobiny!
— Istotnie... to po rycersku. Szczerze podziwiam... ich męstwo...
Powiedziawszy te słowa zmierzyła Rafała drwiąco napastniczym spojrzeniem. Po chwili rzekła:
— Skoro tak, to musimy brnąć dalej...
— Pani szambelanowo...
— Słowo się rzekło, a raczej napisało. Ale uprzedzam, że teraz sprawa istotnie jest groźna. Na wypadek ujęcia zbiegów władze ani myślą żartować. Słyszałam od osób najwiarogodniejszych, że po prostu w sposób najordynarniejszy założą stryk na szyję i wieszają na szubienicy, a nawet w braku szubienicy na belce w pierwszej lepszej spotkanej stodole.
— Mieliśmy możność widzieć już tę procedurę austriacką... — rzekł Krzysztof ze swym bezwiednym dygiem.
— Wieszanie na belce, w stodole?
— A nie, na szubienicy.