— Ciszej waćpan szeptaj, bo nam się przypatrują...
Głęboki ukłon.
Brak wzroku i tchu. Ocknął się widząc, iż należy tańczyć nową figurę. Śnił przez chwilę, iż inny zgoła człowiek jest w nim samym. Spoglądał wokoło jasnymi, uciszonymi oczyma. Pilnował w sercu płomyka cichego szczęścia. Już nie zbliżyła się w tych figurach. Dopiero w ostatniej, gdy razem na chwilę stanęli, rzekła mu:
— Będzie gawot. Czy tańczysz go waćpan?
— Tak.
— Czy dobrze?
— Dobrze.
— Ale czy bardzo dobrze?
— Zdaje mi się.
— Zaproś mię waćpan później do tego tańca.