Z dala, z dala, od przednich sań leciała piosenka:
— A ja się stanę małą ptaszyną
I okryję się gęstą krzewiną...
Jednak ja twoją nie będę!
— Mają cieślowie takie topory,
Że wycinają lasy i bory.
Jednak ty moją być musisz!...
Pieśń ta w inną stronę jak wiatr poniosła duszę Rafała. Dłonie jego ścisnęły jak gdyby toporzysko siekiery i ramię kurczyło się, żeby z całego duchu ciąć owe „lasy i bory”. Ujrzał je w oczach, jak żywe: bory niezmierzone, głuchą świętokrzyską puszczę. Wionął na niego smutek i żal...
— Także to nas waćpan zabawiasz, mości kawalerze — rzekła nagle starsza z pań.
— Ale bo ja... właśnie w tej chwili... — bąkał Rafał zmieszany, nie mogąc znaleźć słowa odpowiedzi.