Kiedyż to ja cię wyrąbię, ziemio!
Kiedyż ty przyjdziesz, dniu mojej władzy, początku mojej pozgonnej chwały?
Ale, o Boże mój, upokorz serce...
Daj mi w tym dniu rozkaz poczęty w mądrości, żebym jego szańcem zasłonił bracią. Daj mi radę w najgorszej chwili. Daj mi męstwo ostatniej godziny, kiedy popłoch rozpędza żołnierzy jak zgraję dzieci.
Odwróć ode mnie śmierć... Zmiłuj się, Panie!
Któryś mię wywiódł spod Offenbach i Bergen, spod gradu kul pod Hohenlinden, spod paszcz u Salzburga, spomiędzy bagnetów nad Innem, nad Aachem, któryś mię ratował pod Stolpą, pod Heyburz, w dziele frydlandzkim...
Ty, coś mię krzepił w przejściu alpejskim, kiedym był sam jeden niezłomny wódz, kiedy odeszli wszyscy okrom Fiszera, kiedy tysiąc wiernych żołnierzy szło bez butów, dwa tysiące na poły boso, połowa legii nie miała koszul, a dwa tysiące były bez ubrania.
Dałeś mi łaskę walki na tych zagonach...
Zachowaj ramię me, wspomóż serce!
Ale, o Wszechmogący, jeśli Twa wola...