— No, to dawajcie co do jedzenia. Mam rozkaz wodza...

— Trzymania mię za poły...

— Rozumie się.

— Ale my idziemy razem?

— Rozumie się.

Pelletier rzucił się na koguta, wychudłego na przednówku w kątach pańszczyźnianego podwórka, którego upitrasił naprędce kucharz generała brygady. W trakcie łamania gnatów kura zębami rzucał półrady, półpytania:

— Posłać by parlamentarza z żądaniem poddania szańca?

— Po co? na co?

— Żeby zobaczył, czy most skończony.

— Jakże on to zobaczy?