— Na wzwiady pan poseł wyjeżdżasz, siły narodowe zza żyta lustrujesz... Kto cię wie?... Z nieprzyjacielem może trzymasz...
— Cicho no, cicho, mości Olbromski... kapitanie...
— Czemuż to cicho ma być porucznik Olbromski?
— Głośno krzykniesz, poruczniku, i pojedziesz na bystrym koniu... A mnie tu mogą powiesić... W tropy twoje przyjdzie na tę samą miedzę jużci ten nieprzyjaciel. Ja zaś nie mogę od niego uciec na bystrym koniu. Muszę, widzisz, pozostać.
— A przyjdzie ten nieprzyjaciel do ciebie, przyjdzie i to niezadługo.
— Widzisz — ha! Przyjdzie...
— Ależ cię przecie nie zjedzą!
— Zjeść nie zjedzą, ale z dymem puścić mogą dwór, gumno, chałupy...
— Wiecznie się strachasz o to, co być może...
— Wiecznie się stracham...