— Nigdy! Wołaj tego człowieka.
Kapitan skinął głową i wyszedł. Cedro udał się do swoich ludzi z rozkazami:
— Konie tęgo paść, zbroje trzymać w pogotowiu, o zmroku marsz — marsz!
Westchnęli jeno posępnie i — bywaj! do koni.
Nad wieczorem tego dnia zjawił się Hiszpan. Był wysoki, zwinny i silny. Mówił nieźle po francusku. Cedro wszczął z nim rozmowę i badał go pilnie oczyma. Nie ufając sobie powiódł go do Gajkosia i po polsku powiedział wachmistrzowi, kto to jest i co ma za misję. Gajkoś go „uważał” spod oka, nim począł rozmawiać. Nie przyszedł jednak do złych wniosków. Rzekł tylko, że chłop musi być sielny, więc go trza mieć między końmi i na oku.
Don José wdział mundur jednego z ułanów, a tamten został w ubiorze stajennym. Ciemnym wieczorem ruszyli za bramę. Na odjezdnym Wyganowski prosił na wszystko Krzysztofa, żeby nań czekał w Tortozie, jeśli dymisja nadeszła. Cedro przyrzekł.
Dymisja
Kilka dni już Krzysztof oczekiwał w Tortozie na przybycie Wyganowskiego. Dymisja, która leżała w kancelarii generała Chłopickiego, wręczona została Hiszpanowi, a ten, przebrany w ludowe suknie, poniósł ją natychmiast do Morelli. Cedro pod różnymi pozorami, jak leczenie koni, reparacje siodeł, itd., przedłużał swój pobyt w okopach generała Sucheta. Ale dzień naznaczony mu do wymarszu zbliżał się szybko.
Z wyżyn La Roqueta widać było miasteczko Tortozę rozłożone na samym brzegu rzeki Ebro. Tuż za nim ciągnął się łańcuch gór skalistych, jałowych i wysokich. W pobliżu klasztoru jezuitów, gdzie stał batalion trzeci polski i batalion pułku sto piętnastego, widać było szańce francuskie otaczające miasto. Dokoła rozciągał się pas nieużytków, z którym dziwnie harmonizował widok zamku w środku miasta, widok silnie obmurowanego fortu de las Tenaxas oraz bram: Mostowej, del Rastro i posępnych bastionów: Świętego Jana, Świętego Krzyża, karmelickiego itd. Daleko na wschód wysuwał się stary fort d’Orléans.
W tamtej stronie za rzeką stały dwa bataliony polskie pułku drugiego, dokąd powinien by był skierować swe kroki Wyganowski dla zameldowania się po przybyciu. Toteż Cedro codziennie jeździł w tę stronę, wymijając paralele idące ze wschodu po obudwu stronach rzeki. Piątego dnia pobytu swego pod Tortozą, z rana, kiedy spał w kwaterze polnej przyjaciela Rybałtowskiego na la Roqueta, zbudzono go nagle wieścią, że Wyganowski przybył. Cedro porwał się z pościeli i co prędzej począł wdziewać odzienie.