— Melduję...
— Cóż meldujesz, stary Austriaku?
— Me... melduję... jako gość je... jedzie.
— Wściekłeś się czy co? Do mnie gość jedzie?
— Widać ano, że z góry gość jedzie...
— Prawda! Ktoś jedzie. Bryka w trzy konie...
— Bryka nie... nietutejsza... Bryka jak się patrzy... krakowska...
— Prawda! Bryka krakowska... Konie wspaniałe...
Z góry, po wertepach drogi, po wybojach i kamieniach, ostrożnie zjeżdżał zaprząg solidny. Z dala widać było, że wysoko schlastany jest błotem. Para rosłych koni szła w dyszlu. Trzeci na przyprzążkę podreptywał luźno. W siedzeniu owinięty w burkę jechał podróżny. Rafał nie spuszczał go z oka. W pewnej chwili zakrzyknął:
— Ejże, Michcik, ejże! Czy to tylko nie pan Cedro do nas jedzie?