— Chodź, lód twardy. Wyciągniemy barkę na brzeg. Ja już nie mogę robić wiosłami.
Krzyś stanął na lodzie.
Naokół słychać było chrzęst strzyży, chlustanie i szelest odbitych fal. Deszcz pluskał bez ustanku.
— Wyciągniemy łódź na brzeg i zostawimy ją tutaj — rzekł Olbromski — a sami pójdziemy piechotą. To jest lewy brzeg.
— Łódź nie jest nasza! — zawołał Krzysztof stanowczo. — Musimy ją odstawić na miejsce.
— A to ją odstaw. Z największą pochwałą akceptuję projekt.
— Moglibyśmy ją dociągnąć idąc po brzegu...
— Możesz i to zrobić. Ja nie będę ciągnął.
— Cóż tu począć?...
— A to też to! Tu ją zostawimy. Powie się jutro rano przed lekcjami Bobrzykowi, da mu się na piwo.