— Dom stawiasz! — wybuchnął Cedro śmiechem tak wesołym i hucznym, że Rafała aż złość wzięła. Zarazem jednak wstyd go ogarnął.
— No, cóż ty myślisz! — zaperzył się. — Objąłem ziemię, muszę się raz wreszcie jąć pracy. Wiecznie będę bąki zbijał?
— Pracy się imasz, kiedy na wielką wojnę wszyscy idziemy? Siedemdziesiąt tysięcy naszych wyruszyło...
Olbromski mało nie płakał. Naraz go objął żal niewysłowiony tych nowin, pól, płotów... Spojrzał na dom bielejący w oddali między rozłożystymi drzewami...
— Kiedyż to ty chcesz jechać? — zawołał.
— Jak się tylko zbierzesz. Choćby jutro.
— Kiedy ja się zbiorę!... Ależ ja nie mam...
— Czego nie masz?
— Koni... — mruknął wymijająco.
— Można by wziąć Samo... Samosiłka... — wmieszał się do rozmowy Michcik czyniąc na koźle foremny półzwrot w tył.