— A siostrzyczki: Zofka, Anusia!
— Zdrowe...
— Zdrowe...
— Mama tu do mnie za tobą nie przyjedzie?
— Nie.
— Nie przyjedzie... Ale ty zostaniesz dłużej, prawda? Nie zaprzecz! Prawda? zostaniesz?
— Zostanę.
Kapitan położył rękę na ręce Rafała i ścisnął ją mocno. Po chwili odwrócił się do służącego, który stał przy drzwiach, ze słowami:
— Michcik, zajmiesz się końmi panicza i pomyśl o wieczerzy.
— We-we-dług... — mruknął tamten szczęknąwszy przy tym zębami, jakby chciał ukąsić coś zawieszone w powietrzu, wykręcił się na pięcie i poszedł.