— A nie, bo nawet... muszę powiedzieć...
— Mów ze mną śmiało. Ja cię nie będę sądził surowo... — uśmiechnął się Piotr. — Musiałeś coś tatuńciowi przeskrobać.
Rafał wyszczerzył się cynicznym, niemiłym śmiechem, który ukazał wszystkie jego zęby.
— A rzeczywiście...
— Mówże śmiało!
— Jegomość tatuńcio kazał mi precz jechać z domu! Tyle że mi dał ślepego wałacha i kobyłę Margolę do wywiezienia, jak trupa na mogiłki.
— O! I za cóż to?
— A bo zajeździłem wierzchówkę.
— Zajeździłeś kobyłę... I za to tylko?
— A no... mówię bratu.