A gdzie na duszę padnie ciężka łza wieszczego głosu, tam wyrasta subtelnie piękny kwiat rozczarowania, szerzą się nikłe, urocze barwy zwątpienia. Wokół wyrasta jasna łąka, wirydarz chwiejny, wysoki. Zdaje się oczom w ciemność patrzącym, że widzą wieszcze zioła w podwórcu świętej kontyny, zaczarowane kwiaty u źródlisk bijących z ziemi.
Układne badyle i mniemane kielichy, wykwitłe z krwi, co uszła z żył świętych jeleni i w żyły się wtoczyła kwiatowe, wylewają zapach wieczysty.
Szept wokół senny:
— Rycerzu, rycerzu...
Czyliżeś kiedy był za drzwiami jęku, ażaliś wstępował kiedy do ciemnicy serca, co bije ostatni raz?
Gdzieżeś był, noszony przez konie sławy, we wichrach, kiedy żegnał oczyma zorzę niebiosów pobity mieczem twoim?
Czyliżeś słyszał stękanie i trzask stanicy złamanej, a szloch i łomot upadającej chorągwi?
— Rycerzu, rycerzu...
Wysłuchaj teraz, jak brzmi tętent odlatujący konia zwycięscy, a jak szczękają podkowy w błonach ucha tego, co został na krwawem polu i cicho sam jeden leży.
Bądź pozdrowiony, samotny!