— Po co?

Stary długo odkładał odpowiedź, obiecując dać ją później.

Wreszcie na jednym z postojów, ciągnących się tak długo, iż tracili nadzieję, czy kiedy odjazd nastąpi, leżąc przytuleni do siebie dla ciepła, jakby byli jednym ciałem, ojciec Baryka zaczął dawać odpowiedź, dlaczego mają do Polski podążać. W wagonie było powietrze tak zepsute i ciężkie, iż Seweryn był niby owa wieszczka grecka120, której trójnóg znajdował się nad szczeliną wydzielającą gazy odurzające. Mówił z przymkniętymi oczyma w odurzeniu od trującego zaduchu wędrowców przemierzających równiny Rosji niezmierzonej.


— Dlatego do Polski — mówił — że tam się zaczęła nowa cywilizacja.

— Jakaż to?

— A no posłuchaj, jaka...

— Słucham.

— Narodził się był w Polsce człowiek jeden, a nazywa się tak samo jak my obaj — Baryka — człowiek genialny.

— Co znowu! nic mi nigdy o tym nie mówiłeś. Cóż to za jeden? Krewny?