— Czy ja wiem, gdzie się podziała! Nie ma jej.
— Ale pomyślże, towarzyszu — perswadował Cezary. — Kwit...
— Cóż ty mi z twoim kwitem w oczy leziesz!... — odparł tamten nie bez gniewu. — Kwit twój widzę, a czemodanczika twojego nie widzę. Zrozumiałeś?
— Gdzieś go podział? — zaperzył się Cezary.
— Czy ja wiem, gdzie on się mógł podziać? Nie ma go!
— Ukradli mi tę walizkę! — krzyknął Seweryn w uniesieniu.
— Złodzieje! — potwierdził Cezary.
— Oddawaj mi moją własność! — krzyknął starszy chwytając za rękaw opiekuna rzeczy złożonych na przechowanie.
Tamten flegmatycznie usunął mocną prawicą rękę Baryki i niemniej flegmatycznie oświadczył:
— Słysz, towariszcz! Ty nie szumi. Bolsze pomołcziwaj151. A co będzie jeśli z powodu głupiej walizki do czrezwyczajki zajedziesz, zamiast do twojej tam Polski?...