Zgodzili się na jedno:
— Zobaczymy...
— Zobaczymy! Dziś, jutro zobaczymy. Nie życzę panu, żebyś pan na własnej skórze doświadczył, jacy to dobrodzieje.
— Dziękuję za życzenie. Spełni się na pewno. Wszystko będzie dobrze.
— Jesteś pan niepoprawnym optymistą!
— Jestem człowiekiem, który patrzy i rozumie, co się dookoła niego dzieje.
— Żebyś pan sobie tylko nie potrzebował zakrywać oczu!
— Powiedzieliśmy przecie obadwaj184: — zobaczymy...
— Dobrze: zobaczymy!
Cezary nie dopił swojej szklanki. Wojna między Polską i Rosją sowiecką, zmierzając do pomniejszenia tych obszarów, na których istniała już władza chłopów i robotników, nie była dla niego upragniona. Miał przecie działać w tym kierunku, żeby zmniejszyć, a nawet zniweczyć już uzyskane zwycięstwo robotników. Wahał się w sobie, iż zdradza sprawę robotniczą. Lecz to, co słyszał w kawiarni, targnęło nim jak żywa zniewaga. Nie chciał być widzem podobnym do tych panów. W chwili tej właśnie powiedział sobie, iż nie będzie oczekiwał na wypadki. Nie! Nie dopuści, żeby ci dwaj „zobaczyli”, iż wszystko pójdzie po ich myśli!