— Nie powtórzy się!

— Któż to może wiedzieć, czy się nie powtórzy. Strzeżonego Pan Bóg strzeże.

— Dobrześ to powiedział, panie Czaruś! — westchnął ksiądz. — Ależ mnie wyrżnęło w plecy! A ciebie, Karusia, wyrżnęło?

— Mnie nie wyrżnęło!

— Daliśmy, moje dziecko, nie lada przedstawienie z naszych dessous258...

— Och! Jeszcze o tym będą gadać! To jest przecie prostactwo!

— Mnie tam to wcale nie wzrusza, co tłum zobaczy u mnie pod sukienką. Inna rzecz z tobą! — wzdychał wikary z politowaniem.

— Proszę już raz z tym skończyć, bo wysiądę! — syknęła.

— Wysiąść w tej chwili byłoby dosyć trudno. Znowu byś się potknęła. Nic tu przecie złego nie powiedzieliśmy, moje dziecko. Gorzej by było, gdybyśmy milczeli.

— I czego pani tak dalece boleje nad gimnastyczną ewolucją tak dalece naturalną!... Nie rozumiem... — wtrącił Cezary.