— Czy pan nie ma kaszlu? — zapytała cicho.
— Nie.
— To niech pan tu wejdzie.
Cezary wszedł do sąsiedniego pokoiku, gdzie stało biurko z przyborami do pisania, a przed nim bujający się fotel. Baryka usiadł w fotelu i usłyszał z przerażeniem, że piękna pani z kimś rozmawia. Serce biło mu teraz nie na żarty. Lecz nacichło, gdy pojął, że to pokojówka rozbiera łóżko swej pani. Wkrótce ta pokojówka szepnąwszy sucho: dobranoc — zamknęła drzwi za sobą. Pani Laura przekręciła klucz w tychże drzwiach i otworzyła wreszcie skrytkę swego gościa.
Cezary wyciągnął ręce po zdobycz, owoc tak wielkiego męstwa i strachu.
Lecz zdobycz odsunęła jego ręce z szeptem:
— Czasem Barwicki wraca z drogi...
— Co takiego? Po co?
— Z nieutulonej tęsknoty do „swego anioła”.
— Czyżby śmiał i dzisiaj?