JAN
patrzy na szczyty drzew, na oblatujące liście srebrnej topoli
„Na północ pójdę czyli na południe,
Wszędzie po drodze kupię za grosz chleba
I znajdę studnię”.
BENEDYKT
któremu łzy płyną z oczu
Niepoprawny w okrucieństwie, wieczny, głuchy, bezpłodny marzycielu! Uspokój się, porzuć te przeklęte złudzenia! Krystyno, powiedz mu ty, bo ja słów już nie mam. Mnie on nie zrozumie i nie zechce wysłuchać. Może ty zdołasz...
KRYSTYNA
Złego pan wybrał we mnie pośrednika.