ANZELM

cofa kielich

Mam na świecie synka małego...

CZAROWIC

Daj kielich!

Anzelm wyciąga ku niemu kielich. Czarowic pije jednym tchem. Anzelm znika. Nastaje głuchy, posępny mrok. Czarowic siedzi pod oknem na krześle z obwisłymi rękoma, z głową, która bezwładnie odwaliła się na kratę. Nagle rozległ się potężny szczęk. Nie odmykając drzwi, weszło Bożyszcze w postaci i zbroi króla Władysława Warneńczyka68. Gięta kolczuga od stóp do głów jednolitą stalą okrywa całą jego wielką postać. Głowa okryta szłomem69 stalowym. Szłom wysoki, polerowany, ze złotymi skrzydłami. Na biodrach pas, kuty z czteropromiennych gwiazd. U boku wielki, prosty miecz. W prawicy młot ciężki. W lewej ręce drzewo nabijane oszczepu. Spiczaste stopy, w karacenową zbroję obute, stanęły w przekątnej żłobowinie celi, którędy więźniowie machinalnie chodzą, biegają i błądzą z wolnego od sprzętów kąta pod oknem w wolny kąt przy piecu. Surowe lica, osłonięte stalą, posępnie dumały. Wielka dłoń spoczęła na głowicy miecza, wywlekła go zza pasa i podała więźniowi.

BOŻYSZCZE

Weź miecz.

CZAROWIC

w szale radości pochwycił miecz, przycisnął do piersi. Ustami przywarł do rękojeści