Daj rozkaz: niech idzie z nami!
BOŻYSZCZE
To władzca. Jego dusza sama sobie rozkazuje. Stopy jego własną idą drogą: to krwawymi Polski manowcami, to szerokim sybirskim gościńcem. Zostanie. Będzie do końca sam.
Przekłada oszczep z prawej ręki do lewej. Postąpił krok — stanął. Postąpił drugi krok ku uśpionemu. Wyciąga wysoko nad jego piersią żelazną prawicę. W dłoni jego nagle rozkwitła czarująca, szkarłatna róża. Cicho, lekko, miękko wypadła z dłoni na uśpionego pierś.
CZAROWIC
O, różo!
BOŻYSZCZE
W drogę!
Wyszli w otworzelisko rozbitego muru. Po złomach i gruzie spadłej ściany schodzą obydwaj olbrzymimi krokami w dół. Po schodach z murów, po pochylniach stoków cytadeli, śniegiem zawianych, wyszli poza Wrota Iwanowskie ku Wiśle. Wicher dmie. Zamieć.