PIĄTY
Przestarzałe deklamacje emigranckie! Zwietrzałe tezy: „najprzód być, a potem myśleć, jak być potrzeba”. Płonne spory nominalistów z realistami. Za dziesięciu Moskali zabitych chyłkiem, zza węgła — „służących Mikołajowi” — zawiśnie pięćdziesięciu na szubienicy, tyluż zostanie szpiegami, a stu znajdzie sposobność do rozboju i złodziejstw. Wynajdź, geniuszu rasy, sposób na zniszczenie wroga, na wydalenie go z „ojczyzny” — i wtedy deklamuj patetycznie! Posłuchamy z ochotą.
SZÓSTY
Szukajcie pośrednictwa u tego mówcy! Przykujcie sobie za jego poradą mocniej ręce i nogi do kajdan. Gdy się uciszycie zupełnie, powiedzie was przed pałac, obwieszony cycełesami sztukaterii. Wyjdzie może do was pan. Będzie z wami rozmawiał. Umoczy może palec w wodzie i zwilży wam spiekłe wargi...
SIÓDMY
Słuchajcie lepiej poprzednika rady. Mordujcie! Doprowadzicie sprawę do tego, że zarabiać będziecie sześćkroć tyle, co dziś. Nie mając gdzie podziać zarobku, najmować będzie każdy z was po dwie utrzymanki. Pić będziecie arak i wino — jeść tłusto — robić po nocach hulanki i burdy — chodzić w futrach, kortach i webach — obwieszać się cycełesami biżuterii. Po to przecie żyjecie na ziemi.
ÓSMY
Długie wywody. Mój wywód prosty: trzeba na nowo strzelać we łby, w których się pali ogień buntu. Dokądże to będziemy cierpieć na sobie ten ciężar, niedający nam uczciwie, po dawnemu pracować w zgodzie z pracodawcami? Niech poczują jeszcze raz naszą twardą, robociarską pięść! Albo się uciszą, albo zginą!
DZIEWIĄTY
Strzelać we łby i my potrafimy! Zaczynaj, najemny sługusie!