Ułan z męstwem schodzi ze stopni. Na jego miejsce wysuwa się nieśmiało zwyczajny zakonnik, jowialny grubasek z uśmiechniętą twarzą. Wita go szept przychylny, pomruk radosny. Głosy.
PIERWSZY
A — bardzo nam miło powitać...
DRUGI
Czy to jest wyżej wzmiankowany ojciec Gaudenty?
PAN STARSZY
Moi panowie! Drwijcie sobie z czego wam się podoba. Tylko już od tych spraw — z daleka!
PIERWSZY
My sądziliśmy, że właśnie należałoby się tej sprawie przyjrzeć z bliska.