— Mam patent...
— Hm... ja poszukuję niedrogiego korepetytora do syna. Gdybyś wszedł do gimnazjum, to kto wie... może byś znalazł u mnie stół, stancję, światło, pranie, opał i wszelkie wygody.
Po grzbiecie Radka prześliznął się mrożący dreszcz, a w duszy jego zadrżał i skonał jak gdyby czyjś okrzyk: „O Boże, Boże!...”
— Władzio przeszedł do klasy pierwszej... — rzekła dama tonem wyniosłym i melancholijnym.
— Jest to chłopiec w całym znaczeniu tego wyrazu zdolny, ale z łaciną nie da sobie rady.
— Tak, z łaciną nie da sobie rady... — powtórzył Jędrek z głębokim przeświadczeniem.
— A więc zgadzasz się kawaler? — zapytał nagle szlachcic przyjezdny, kładąc na tornistrze Radka potężną prawicę.
— Zgadzam się, proszę wielmożnego pana, a jakże, zgadzam się...
— Może mi pana zarekomendujesz, Alfonsie? — wycedziła tymczasem dama do Radkowego protektora.
— A prawda. Nie wiem nawet, jak się nazywasz...