— O nas to już wiesz pewno, Marcinek?
— Cóż ja mam wiedzieć?
— No, jak to? Że nam stancję zamknęli...
— Pierwsze słyszę!
— Tak, tak! Kriestoobriadnikow wezwał mię do siebie przed dwoma tygodniami i zapowiedział, żebym sobie kosztów oszczędziła, bo on nam stancji trzymać nie da, niby katoliczkom. Od tego, powiadał, będą specjalne Moskiewki, a następnie jakieś tam internaty.
— Czy podobna? — rzekł Marcin szczerze zmartwiony.
— Już my nawet sprzedali, co się dało: stoły, krzesła, lampy. Szukamy mniejszego lokalu, bo po cóż nam taka buda?
Staruszka otarła łzę bezwiednym ruchem, jakby spędzała muchę.
— Internaty... przednia to jest myśl... — rzekł Somonowicz. — Środek do zaprowadzenia wzorowej karności, należytego rygoru, ale...
— I moskwicyzmu... — rzekł Marcin.