Wiedziały doskonale, kto przyszedł, słyszały całą rozmowę, a jednak robiły miny zdziwione. Dowiadując się niby to w owej chwili o pomyślnym egzaminie Marcinka, jak na komendę zwróciły się do niego i rzekły:
— Aa... powinszować!...
Obiedwie114 zresztą zaraz umilkły i przybrały zwyczajne wyrazy twarzy ziejące kwaskowatym chłodem jak dwie piwnice.
— Pewno, że powinszować — rzekła głośno „stara Przepiórzyca” — na takie facecje115, jakie oni tam wyprawiają, te...
Tu schyliła się i szepnęła do ucha pani Borowiczowej:
— Te łajdaki!
Drzwi do sąsiedniego pokoju otwarły się i wszedł pan Karol Przepiórkowski.
Był to kawaler lat około czterdziestu, łysawy już, mizerny i równie jak siostry wiekuiście niekontent116.
— A!... — rzekł, całując rękę pani Borowiczowej.
Potem odsunął się w kąt i usiadł. Na twarzy jego malowała się prawdziwa radość, słyszał bowiem z sąsiedniego pokoju, że pani Borowiczowa sama przyprowadziła ucznia na jego stancję.