Prefekt miał oczy zamknięte, ręce złożone i gorąco się modlił. Wargi jego poruszały się z wolna, a głowa czasami drgała niespokojnie.
Marcinek stał bez ruchu, nie śmiejąc oddychać z przerażenia.
Ksiądz był surowy i trzymał całą szkołę w trwodze panicznej.
Powoli Borowicz zaczął cofać się, trafił na framugę okienka, wlazł w nią, przytulił się do muru i nie spuszczając oka z głowy księdza, drżał na całym ciele.
Tymczasem gdzieś nisko rozlegał się głos kanonika śpiewającego modlitwy za cara:
Panie, zachowaj imperatora i króla naszego Aleksandra...
Niech będzie pokój w mocy Twojej...
Z chóru odpowiadano na te modlitwy. Później nastąpiła krótka przerwa, w ciszy rozległa się przygrywka do hymnu carskiego i dał się słyszeć czysty i równy śpiew młodzieży.
Zaledwie przebrzmiała pierwsza strofa pieśni, kiedy dolne drzwi schodów otwarły się, Marcina przejął zimny ciąg powietrza i dały się słyszeć kroki osoby biegnącej na górę.
Marcinek skurczył się i czekał. Włosy zjeżyły mu się na głowie, kiedy tuż obok niego przesunął się — inspektor gimnazjum.