Potwierdził, mimowolnie uśmiechając się do niej.
— Gdzie była ta bitwa?
— Pod Małogoszczem.
— To tam Czengiery pociągnął, co tu koło nas wczoraj szedł...
— A tak, lecz i inni...
Zbliżyła się jeszcze o krok, patrząc badawczo i uważnie na „połuszubok” wojskowy.
— Ja jestem powstaniec... — wytłumaczył. — A to na pobojowisku ściągnąłem z sołdata, bo nas z odzienia obdarli.
— Jakże pan tu doszedł?
— Lasami.
Spojrzała na jego czerwoną głowę, wybite oko, nogi zlane krwią — i zakrzątnęła się prędko, żywo, jednym tchem, a z jakowąś szczególną wesołością duszy. Chwyciła go za rękę, wyciągnęła z niej sękaty kij i rzuciła go precz za wyłamane szczątki ogrodowego płotu. Następnie ujęła rannego pod rękę i poprowadziła ku stopniom ganku.