— Pokradli tu wszystko, nawet lichtarze. Została tylko ta latarnia. Przy latarni muszę siedzieć, jak w oborze. Słyszał też pan coś podobnego? No, ale powycierałam ślady na ganku. Pan osłabł?

— Tak, nie mam sił.

— A jakież to pan ma rany?

— Bardzo wiele... Tylko przez chwilę spocznę... Zaraz sobie pójdę.

— Proszę — zaraz pan idzie. I dokądże się to pan tak wybiera, jeśli wolno zapytać?

— Jest tu może jaka piwnica, drwalnia albo strych, gdzie bym się mógł położyć pod dachem. Ale i okryć czymś, jakimś suknem, bo mi bardzo zimno...

— Zaraz, zaraz...

— Ja już mogę iść, jużem odpoczął...

— Właśnie...

Zostawiła latarnię na stole i dokądś pobiegła. Nie było jej dosyć długo.