— Salce po włosku oznacza wierzbę. To ładne drzewo i ładna nazwa.
— Po włosku? To pan umie po włosku?
— Trochę umiem, ale nie nazbyt dużo, tyle, żeby się rozmówić. Nauczyłem się, sam nie wiem kiedy, jakem był we Włoszech.
— To pan był we Włoszech! Mój Boże!
— Czemu pani tak wzdycha?
— A tak sobie z zazdrości. Co to musi być za przyjemność być we Włoszech, „pod włoskim niebem”... Czy to tam jest naprawdę to jakieś niebo?
— Takie samo...
Ranny przymknął oczy, bo znów ogarnęły go szarpiące bóle i płomienie gorączki. Patrzał w przestwór błędnymi oczami. Po pewnym czasie zmocował się w sobie, oprzytomniał i rzekł:
— Pani zupełnie nie wie, kto jestem, a odstąpiła mi pani swego posłania...
— Wiem, że pan jest powstaniec.