— Starszy bardzo miły.
— To potężny człowiek.
— Pan go zna?
— Z twarzy i z działalności bardzo dobrze. Widywałem go w Paryżu.
— Cóż on tam robił?
— Organizował, jeździł jako emisariusz...
Szeptali jak najciszej, a jednak ta ich gawęda zwróciła uwagę dwu gości. Obydwaj zamilkli i pilnie patrzyli w ciemność. Po pewnym czasie młodszy ujął latarnię i szybko skierował się we drzwi mrocznej bokówki. Zaświeciwszy, ujrzeli chorego. Młodszy miał w ręku podniesiony pistolet.
— Kto to jest? — spytał ostro.
— Jestem powstaniec, nazwiskiem Józef Odrowąż.
— Z jakiego dowództwa?