Nic też bardziej fałszywego i błędnego, aniżeli dziwne usiłowania wszystkich poetów próbujących przypisywania Casanovie — o ile obierają tego człowieka gorących, nieokiełznanych popędów za bohatera sztuki scenicznej, czy opowiadania — czegoś w rodzaju świadomej swoich zamierzeń i czynów duszy, trzeźwego rozmysłu, a tym bardziej Faustowsko-Mefistofelesowskiej125 sztuki czarowania, kiedy w rzeczywistości cały jego czar i prężność rozmachu są jedynie wypływem nieobmyślania uprzednio niczego, amoralnej jego beztroski.

Wlejcie mu do żył trzy krople sentymentalizmu, obciążcie go świadomą wolą i poczuciem odpowiedzialności za swoje czyny, a już przestał być Casanovą. Ustrójcie go w interesującą maskę posępnego filozofa, podsuńcie mu za podstawę jego czynów coś w rodzaju sumienia, a już tkwić będzie w obcej mu zupełnie skórze. Bowiem o ile można określić jakimś mianem to niemieszczące się w ramach żadnej stałej przynależności, igrające ze wszystkim swobodnie dziecko świata, to jedynie mianem nieopatrznego chłopca, zuchwale sięgającego po każdą zabawkę, po chwilową rozrywkę i zabawę, po kobiety, po przyjemności, po obcych nababów126; nie demonicznie jednak, bynajmniej: jedyny demon, jaki opanowuje Casanovę, ma bardzo pospolitą mieszczańską nazwę, zwie się po prostu — nudą.

Wobec własnej absolutnej pustki duchowej, wobec braku wszelkiej treści wewnętrznej, zupełnego vacuum127 w miejsce duszy, zmuszony jest, aby nie paść ofiarą wewnętrznego wyczerpania, nieustannie, nieprzerwanie wypełniać tę pustkę zewnętrznymi przeżyciami; niezbędny mu jest ustawiczny dopływ tlenu awanturniczej przygody, bez którego zagłodziłby się na śmierć — stąd ta jego gorąca, kurczowa żądza nowych wciąż, niedoświadczanych jeszcze wrażeń, czegoś niezaznanego dotychczas, stąd ta strzelająca na wszystkie strony rozpłomienionymi oczami ciekawość tego wiecznie głodnego, wiecznie pożądającego nowych przeżyć człowieka.

Nieprodukcyjność własnej jego duszy zmusza go do nieustannego zdobywania dla siebie materiału życiowego, ale ta jego nienasycona żądza zagarniania wszystkiego na swój użytek jest o mile całe daleka od demonizmu prawdziwego zdobywcy i łupieżcy, takiego Napoleona chociażby, który pożąda coraz nowych obszarów, coraz nowych państw, party nienasyconym pragnieniem bezmiaru, zachłannością panowania nad bezkresnym obszarem świata. Daleka jest również od demonizmu Don Juana128, który nie zazna spokoju, dopóki nie uwiedzie wszystkich napotykanych na swojej drodze kobiet, nie zagarnie w wyłączne swoje władanie całego, równie jak tamten bezkresnego świata niewieściego.

Casanova, poprzestający jedynie na używaniu rozkoszy życia, nie dąży nigdy do tak niebosiężnych superlatywów, ale jedynie i wyłącznie do stałej zabawy, do nieustannej rozrywki, do ciągłego pławienia się w zmysłowych ponętach świata.

Nie jest człowiekiem czynu, człowiekiem ducha, którego podnieca ułuda fanatyczna do bohaterskiego, do niebezpiecznego napięcia uczuć; nie, Casanova pożąda jedynie miłego ciepła użycia, błyskotliwej przyjemności gry, awanturniczej przygody, i jeszcze przygody, wciąż nowych i nowych przygód, zaprzątnięcia nimi własnej osoby, stwierdzenia nimi, że żyje.

Byle tylko nie być samemu, byle nie doznawać mrożącego dreszczu pustki i samotności! Przyjrzyjmy mu się w momencie, kiedy brak mu zabawki miłego przepędzenia czasu. Wszelki rodzaj spokoju przeradza się u niego wówczas niezwłocznie w najstraszliwszy niepokój. Przyjeżdża wieczorem do obcego miasta: ani jednej godziny nie może wytrzymać samotnie w swoim numerze129 hotelowym, w towarzystwie własnym tylko czy dobrej książki. Natychmiast rozgląda się i wietrzy na wszystkie strony, czy wiatr przypadku nie przypędzi mu jakiej rozrywki i na wszelki wypadek zapewnia sobie na noc towarzystwo służącej, w charakterze bańki rozgrzewającej chociażby.

Wda się zaraz na dole w sali gościnnej w gawędę z przygodnymi przybyszami, zasiądzie odważnie w każdej spelunce do gry w karty z podejrzanymi szulerami i fałszerzami, spędzi noc z najpodlejszego gatunku prostytutką — wszędzie i zawsze władczo pędzi go pustka wewnętrzna ku temu, co żyje, co ma jako tako postać człowieczą, bowiem jedynie stykanie się z innymi pobudza jego siłę żywotną. Pozostawiony samemu sobie jest on prawdopodobnie jednym z najposępniejszych, najbardziej znudzonych jegomościów: wyczuwa się to z jego pism (z wyjątkiem jego pamiętników), wiadomo o tym również z jego samotnych lat w Dux, kiedy nazywa nudę „piekłem”, którego Dante zapomniał opisać.

Jak bąk, któremu do utrzymania się w równowadze w jego rozbujanej, czarownie wirującej postaci potrzeba nieustannego popędzania z zewnątrz, bo z chwilą ustania go przewraca się i opada, tak samo musi Casanova do utrzymania się w ciągłym napięciu być nieustannie podcinany ostrogą z zewnątrz. Jest on namiętnym poszukiwaczem przygód (jak nieskończenie wielu innych jemu podobnych) jedynie wskutek braku własnej energii produkcyjnej. Dlatego też zawsze, ilekroć słabnie i ustaje naturalne napięcie jego życia, ucieka się do podniety sztucznej: do gry. Albowiem gra powtarza w genialnym skrócie napięcie życiowe, stwarza sztuczne niebezpieczeństwo, zawiesza nad głową oddającego się jej grozę losu. Dlatego właśnie jest ona ucieczką wszystkich ludzi przywykłych żyć chwilą, nieodmienną rozrywką wszystkich pustaków i próżniaków.

Dzięki grze daje się także sztucznie stwarzać w szklance wody burzliwy przypływ i odpływ uczucia, po brzegi wypełniać puste chwile i niewypełnione niczym godziny — wzruszeniem niepokoju, oczekiwania grozy, jakich nie jest w stanie dostarczyć nikt i nic, bodaj nawet stosunek do kobiety. Dzięki tej swojej bezcennej właściwości wyzwala gra i ratuje ludzi, których własne siły żywotne są już na wyczerpaniu, darzy ich podnietą pozornej przygody i staje się w ten sposób niezastąpionym surogatem130 cierpiących na pustkę własnej duszy.