Być szczerym, pisać prawdę, nie znaczy wszakże dla Casanovy zagłębiać się w sobie, mędrkować nad sobą i rozwiązywać wewnętrzne zawiłości psychologiczne, ale po prostu: być bezwzględnym, nie znać żadnych hamulców ani wstydu. Ściąga z siebie ubranie, obnażony rozsiada się wygodnie, raz jeszcze zanurza obumarłe ciało w ciepły strumień zmysłowości, pluszcze się i babrze wesoło i bez krępowania w swoich wspomnieniach, najdoskonalej obojętny, nie troszczący się o istotnych czy wyimaginowanych widzów.

Nie jak literat, wódz, poeta opisuje przeżyte przez siebie przygody gwoli uwiecznienia własnej sławy i wzbudzenia czci dla siebie w potomnych, ale jak bandyta swoje dźgnięcia nożem albo starzejąca się kokota swoje godziny miłosne, zatem najzupełniej bez hamulca wstydu i zastanowienia.

Non erubesco evangelium” — nie rumienię się z powodu mojej spowiedzi — stawia jako motto pod swoim Précis de ma vie. Nie nadyma się pyszałkowato, ani też nie zerka ze skruchą ku przyszłości: opowiada bezpośrednio, co mu pamięć do głowy, a ślina na język przyniesie. Cóż dziwnego wobec tego, że jego księga stała się jedną z najbardziej obnażonych i najzgodniejszych z naturą w historii świata, nieomal statystycznie rzeczowa w swoim erotyzmie, prawdziwie wzorem antycznym szczera i otwarta w swojej amoralności, jakiej podobną znaleźć jedynie można w (zbyt mało znanej) autobiografii hiszpańskiego jego kompana co do przygód awanturniczych, Contrery249.

Mimo jednak drastycznej lubieżności swojej i zmysłowości, mimo zuchwałego i dla wrażliwszych uszu nazbyt wyraźnego popisywania się, z uczuciem zadowolonej próżności atlety, grą mięśni fallusa — tysiąckroć lepsze jest to bezwstydne paradowanie aniżeli tchórzliwe wykręcanie się czy niemoc lędźwiowa in eroticis250.

Warto zestawić inne współczesne mu traktaty erotyczne, zabarwione na różowo, piżmowosłodkawe frywolności takiego Grécourta251 chociażby, Crebillona czy Faublasa252, w których bożek Eros ma na sobie żebraczą sukienkę pastuszą, a miłość przedstawiona jest, jako lubieżne chassé-croisé253, zalotna zabawka, niegrożąca ani syfilisem, ani płodzeniem dzieci — z tymi prawdziwymi, dokładnymi, tchnącymi zdrową, bujną rozkoszą używania opisami, kreślonymi ręką najszczerszego zmysłowca, aby móc należycie ocenić ich ludzkość i żywiołową naturalność.

Miłość męska nie występuje u Casanovy w postaci bledziuchnobłękitnej, przejrzystej jak motyle skrzydła wody źródełka, w którym nimfy, pląsając, chłodzą swoje stopki, ale jako olbrzymi, potężny zdrój naturalny, odzwierciadlający świat cały na swojej powierzchni, a zarazem unoszący na dnie swojej toni całe bagno i muł ziemi. Z otwartością, jakiej nie zna żaden inny autobiograf, odsłania on dziką, żywiołową spontaniczność rozpasania męskiego popędu płciowego. Mamy tu nareszcie człowieka zdobywającego się na śmiałość wykazania najściślejszego zespołu ciała i ducha w miłości mężczyzny, nie tylko opisywania momentu uczuciowego, ujawnionego w niewinnych miłostkach, ale także nieprzemilczania awanturniczych przygód ze środowisk dziewek ulicznych, obnażania zewnętrznych znamion płciowych, całego labiryntu seksualnego, przez jaki przedostać się musi każdy mężczyzna.

Nie znaczy to, aby inni wielcy autobiografowie, Goethe czy Rousseau, mieli w swoich autoportretach wręcz rozmijać się z prawdą, istnieje wszelako pewna nieprawdziwość, polegająca na niedopowiadaniu i przemilczaniu, a właśnie obaj ci autobiografowie (jak resztą wszyscy inni również, z wyjątkiem może tylko śmiałego Hansa Jaegera254) przemilczają ze świadomym albo odwracającym oczy zapominaniem mniej apetyczne, czysto seksualne epizody swojego życia miłosnego, szeroko rozwodząc się na temat bardziej uduchowionych sentymentalnych czy namiętnych miłostek, mających za przedmiot Klarcie czy Małgosie. Zapoznają nasIw swoich autobiografiach z tymi jedynie kobietami, które są dość czyste duchowo, aby mogli nie wstydzić się paradowania pod rękę z nimi na publicznych promenadach. Inne pozostawiają tchórzliwie i przezornie w ciemnych zaułkach czy na schodach kuchennych.

Przez to samo jednak nieświadomie fałszują oni i podnoszą na duchowe wyżyny życiowo wierny obraz erotyzmu męskiego: Goethe, Tołstoj255, a nawet zazwyczaj wcale nie pruderyjny Stendhal, prześlizgują się pobieżnie i z niezbyt czystym sumieniem po niezliczonych przygodach czysto sypialnianych i zetknięciach z Venus Vulgivaga256 miłości ziemskiej, aż do zbytku ziemskiej. Gdyby też nie ten zuchwale szczery, wspaniale bezwstydny Casanova, brakłoby w literaturze wszechświata prawdziwie uczciwego i jak najbardziej pełnego obrazu płciowości męskiej. W jego dziele widzimy raz wreszcie całą seksualną maszynerię zmysłowości podczas jej funkcjonowania, świat życia cielesnego tam nawet, gdzie staje się ono brudne, zabagnione. Mamy tu możność zajrzenia pod powierzchnię, w głębiny odmętów: ten urwipołeć, złodziejaszek, awanturnik, oszust w grze, delator, człowiek marnego charakteru, wykazuje większą odwagę szczerości aniżeli wszyscy poeci, ukazuje bowiem świat jako konglomerat piękna i brzydoty, ducha i najgrubszej zmysłowości, a nie, jak tamci, jedynie wyidealizowaną, chemicznie oczyszczoną z brudu rzeczywistość.

Casanova mówi in sexualibus nie tylko prawdę, ale — różnica nie do wymierzenia — całą prawdę. Jego świat miłości jest prawdziwy jak sama rzeczywistość. Casanova mówiący prawdę? — słyszę, jak filologowie podskakują na swoich krzesłach, jako że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza wystrzelili niejeden ciężki nabój armatni w walce z jego historycznymi bykami i wyłowili niejeden gruby jego błąd. Ale spokojnie, moi panowie, spokojnie! Niewątpliwie wytrawny ten gracz i fałszerz w kartach, ten zawodowy łgarz i blagier i w pamiętnikach swoich również umiał odpowiednio tasować karty, il corrige la fortune257 — ten niepoprawny okpisz, umiejący nadawać lotność ociężałemu zazwyczaj przypadkowi. Przystraja, zdobi, pieprzy swoje afrodyzyjskie ragout258 wszelkimi ingrediencjami259 fantazji, rozbujałej wskutek długotrwałego braku, możliwie nawet nieświadomie dla samego siebie. Bowiem często opowiadane upiększania i kłamstwa nabierają w pamięci cech prawdy i zawodowy bajarz nie umie już w końcu rozróżnić, co w jego opowiadaniu było zmyśleniem, a co faktem.

Nie zapominajmy o jednym: Casanova był przez całe swoje życie rodzajem wędrownego rapsoda260, który zdobywał sobie przy stołach biesiadnych względy możnych tego świata zajmującymi opowiadaniami, umiejętnym parlowaniem, zręcznym zdawaniem sprawy z niesłychanych awanturniczych przejść i przygód, i zupełnie tak samo, jak ongi nadworni śpiewacy dla spotęgowania wrażenia wplatali coraz nowe epizody do swoich poematów, był i on zmuszony upiększać romantycznymi ozdobami opowiadania o przeżytych przez siebie przygodach.